niedziela, 25 stycznia 2015

,,Dym jałowca"

Żeby była taka NOC, kiedy myśli mkną do Boga

Kto jak kto, ale ja nie jestem miłośniczką poezji.  Jednak mam jeden ulubiony wiersz:

***
Noc czarna, srebrna noc,
Świat nieskończony
W czasie i przestrzeni,
Pośrodku droga mleczna.
Któż po niej przechodzi?
To przechodzi ludzkie pojęcie!
(Leopold Staff)


Tylko w taki sposób najlepiej mogę opisać niebo nocą nad naszym Lufubu! Chyba nie widziałam jeszcze żadnego z cudów świata, ale kiedy nastaje gwieździsta noc w Lufubu, nie potrzebuję bardziej niesamowitych cudów. Tak, jak niektórzy ludzie uwielbiają góry, mnie tak samo zachwycają gwiazdy. Nigdzie nie widziałam piękniejszych, niż te nad buszem. Tego nie mogłaby zaprojektować żadna ludzka kreatywność!

Żeby były takie DNI, że się przy nim ciągle jest

Niebo porą deszczową w Zambii zachwyca również w ciągu dnia. Jeśli miałabym iść do nieba to chciałabym, żeby było właśnie takie jak nad Zambią…

Jednak nie wszystko w ciągu dnia jest piękne i zachwycające. Każdego dnia do afrykańskiej codzienności wkradają się trudności, które trzeba pokonać.

W Dzienniczku św. Faustyny jest opisana historia, jak to Faustyna czymś zgrzeszyła. Zaraz potem pobiegła do kaplicy w głębokim żalu, przepraszając Pana Boga za to, co uczyniła. Wtedy usłyszała słowa, żeby przestała się martwić, bo gdyby nie ten grzech to nie przybiegłaby do kaplicy z taką gorliwością! J

Nie mając tu w buszu luksusowych warunków, często przy braku prądu czy ciepłej wody, czasem ma się ochotę ponarzekać. Ale potem świta w głowie świadomość, że jak jest trudno, to wtedy kształtuje się charakter: ,,Nie. To nie jest zły dzień! To jest dzień budowania charakteru!” (lekcja od Tomka)
I jak zawsze wtedy dźwięczy w uszach hasło, że Moc w słabościach się doskonali…

Żeby był przy Tobie ktoś, kogo nie zniechęci droga

Przez jakiś czas codziennie do oratorium podchodził do mnie Lazarous. Pokazywał godzinę na swoim zegarku i porównywał z moją. Mimo, że każdego dnia nastawialiśmy jego zegarek zgodnie z moim, to już nazajutrz jego późnił się o kilka minut.
- Lazarous Twój zegarek pewnie jest zepsuty – mówię w końcu do chłopca.
- Nie, to pewnie Ty codziennie przestawiasz swój – słyszę w odpowiedzi.

W sobotni poranek przed oratorium kręciło się kilkoro dzieciaków, w tym również Gift. Ze względu na nasz wyjazd do Lusaki nie widzieliśmy się z dziećmi prawie tydzień. Chłopiec, kiedy mnie zobaczył, rzucił mi się na ręce. Palcem wskazywał na siebie krzycząc: ,,Gift! Gift!” Czyżby bał się, że zapomniałam kim jest? Jakże bym mogła?! Wielkie oczy Gifta i jego małe ciałko zawsze dodają mi motywacji!

Miałam dwa takie momenty tutaj, kiedy było mi naprawdę bardzo ciężko…

Za pierwszym razem po prostu usiadłam w oratorium na krześle, nie mogąc się pozbierać. Siedziałam tak bezradnie i przyglądałam się dzieciom, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Powstrzymywałam się od płaczu… I wtedy przyszła do mnie Loveness. Uśmiechnęła się. O nie! Było mi zbyt źle, żeby jeden uśmiech mógł mnie tak po prostu rozweselić. Mała wdrapała mi się na kolana. Nie miałam nic przeciwko. Wtuliła się we mnie. A potem ku mojemu zdziwieniu po prostu zasnęła.  Nosiłam ją na rękach tak długo, aż znowu otworzyła oczka… Hmmm?

Za drugim razem przyszłam na mszę do kościoła. Krzyczałam sobie w duchu: ,,Panie Boże więcej już tak nie mogę…” I wtedy podeszła do mnie malutka dziewczynka. Wyciągnęła do mnie ręce, aby ją podnieść. Dziwne, nie zwracałam na nią wcześniej uwagi. Czasem w kościele zaczepiam dzieciaki wzrokiem, uśmiecham się do nich. Na tą w ogóle wcześniej nie spojrzałam. Widziałam tylko, że siedzi przede mną na kolanach u swojej starszej siostry. A potem nagle pojawiła się przede mną…  No więc wzięłam ją na ręce. W głowie tylko krążyła mi myśl: ciekawe, kiedy zacznie płakać. Tutaj te najmniejsze dzieci zazwyczaj boją się białych, czasem płaczą na nasz widok. Czemu ta mała przyszła akurat do mnie? Czemu akurat wtedy? Czemu ona też zasnęła mi na rękach? Trzymałam ją do końca mszy…. To była sobota.

A w niedzielę był kolejny dzień nowenny do św. Jana Bosco. Mały Danny przychodzi za nami do kościoła. Chyba wcale nie wybierał się na mszę, ale po prostu zaczęło padać. Siada obok mnie. Potem się przytula. A potem tylko kładzie głowę na moich kolanach i zasypia… A ja uświadamiam sobie, że te dzieci są słabsze niż ja, nawet w chwili mojej słabości…

 Czy w takich chwilach to ja jestem aniołem dla tych dzieci czy one dla mnie? Nie umiem tego wyjaśnić…

Abyś plecak swoich dni stromą ścieżką umiał nieść

Kiedyś w nocy pewien człowiek miał sen, że idzie po plaży w towarzystwie Pana Jezusa. Na niebie mrugały sceny z jego życia. Człowiek widział 2 ścieżki śladów. Jedne należały do niego, drugie do Jezusa. W pewnym momencie się odwrócił i zauważył, że w wielu miejscach na drodze są ślady tylko jednej osoby. Było to w najbardziej smutnych i samotnych chwilach jego życia. Człowieka to zaniepokoiło i zapytał: Panie, powiedziałeś, że kiedy zdecydują się podążać Twoimi ścieżkami to będziesz mi towarzyszył przez całą moją drogę. Ale zauważyłem, że w czasie najtrudniejszych dla mnie momentów na piasku jest tylko jedna ścieżka śladów stóp. Dlaczego mnie opuściłeś, kiedy najbardziej Cię potrzebowałem?
 Oto odpowiedź jaką otrzymał: Moje drogie dziecko. Ponieważ Cię kocham, nigdy bym Cię nie opuścił. W chwilach Twojego cierpienia, widziałeś tylko jedną ścieżkę śladów stóp, ponieważ wtedy to ja Cię niosłem”…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz